Świadkowie historii

„Stałam się numerem”. Relacja Lusi Segal

fot. Przemysław Jaczewski/Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN

„Kiedy pociąg wjechał na rampę Birkenau, drzwi zostały otwarte. Przed nami stanęli żołnierze w mundurach i skórzanych butach. Wkoło szczekały duże czarne psy. Muzyka była głośna, niebo całkiem ciemne. Poczuliśmy zapach spalenizny” – wspominała pierwsze chwile w obozie śmierci. 

Ludzi z jej transportu skierowano do pracy. Selekcję przeszli wcześniej w obozie w Bliżynie. „To był chyba błąd esesmanów. Mieliśmy szczęście. Posłali nas w stronę życia, a nie śmierci. Z dala od krematorium”.

Lusia trafiła do Auschwitz w lipcu 1944 r. wraz z ciotką Salą i jej córką Janeczką. Ojciec prawdopodobnie zmarł na tyfus, matka została w fabryce amunicji w Skarżysku. Dziadkowie zginęli w Treblince.

„Przyprowadzili nas do pomieszczenia, gdzie obcięto nasze włosy, ubrano nas w pasiaki i wypalono numery na naszych rękach. W tym momencie przestano mnie nazywać Lusią. Stałam się numerem”.

Więźniarka o numerze A15515 miała wtedy sześć lat. Do tej pory nie odstępowała ciotki na krok, ale żeby przeżyć, musiała szybko przystosować się do nowych warunków. „Czekając na zupę, ściskałam metalową miskę. Wtedy już wiedziałam, że trzeba poczekać na dno garnka. Tam było więcej ziemniaczanych skórek niż wody”.

Szukała też piętek, bo ponoć były bardziej pożywne. Ten zwyczaj stał się jej obozową traumą. „Moja rodzina i przyjaciele wiedzą, że do dziś pierwszy albo ostatni kawałek chleba należy do mnie”.

Wkrótce Janeczka zachorowała. „Ciotka Sala nie chciała się z nią rozstać i obydwie zostały spalone. Zostałam całkiem sama”.

Dzięki opiece dobrych kobiet, Lusia dożyła wyzwolenia obozu 27 stycznia 1945 roku.

Dzień później do dziecięcego baraku przyszła Kazia Nowak, szesnastoletnia dziewczyna z Oświęcimia. Przygarnęła Lusię do swojego domu. Tam dwa miesiące później dziewczynkę odnalazła matka. W 1947 r. obie wyjechały do Palestyny. Tam Lusia przybrała imię Pnina.

„Przez pięćdziesiąt jeden lat nie opowiadałam o tym dzieciom. Mąż dopiero po ślubie zobaczył na mojej ręce numer z Auschwitz. Był bardzo wzruszony”.

***

Wywiad: Joanna Król.

Opracowanie: Mateusz Szczepaniak.

Z kolekcji historii mówionej Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, data realizacji wywiadu: 31.10.2015. 

Wywiady ze świadkami historii zbierane są w ramach projektu „Sąsiedzi- świadkowie. Przedmioty, ludzie, opowieści” realizowanego w ramach Programu „Żydowskie dziedzictwo kulturowe”. 

Wsparcie udzielone z funduszy norweskich i EOG przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię

 

www.eeagrants.org, www.norwaygrants.org 
Więcej o projekcie „Żydowskie dziedzictwo kulturowe”

21.01.2016