Edukacja

05.02.2016

Relacje uczestników PIYE 2015

Projekt Polsko-Izraelska Wymiana Młodzieży (PIYE) jest realizowany przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN oraz Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny w Polsce po raz dziesiąty. Co roku ma podobny przebieg, choć ze względu na uczestników każda edycja jest inna i niepowtarzalna.

Część pierwsza, czyli dwutygodniowa sesja warsztatowo-integracyjna odbywa się w Polsce, natomiast część druga to stypendium dla polskich uczestników, którzy w jego ramach mogą przez semestr zimowy studiować na Uniwersytecie w Tel Awiwie.

Pobyt w Izraelu to niezwykłe przeżycie dla studentów. To przede wszystkim intensywny czas studiowania, ale też poznawania innej kultury, zwiedzania i podróżowania po Izraelu. Zapraszamy do przeczytania relacji uczestników z wycieczek oraz zdobytych doświadczeń.

Ewa Kędziora dzieli się swoimi wrażeniami z wycieczki do Jerozolimy:
 

Naszą przewodniczką została My’yan, izraelska uczestniczka PIYE, która studiując na Bezalal School of Art, w Jerozolimie spędziła kilka lat swojego życia.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wzgórza Ein Keren, miejsca, w którym według tradycji urodził się Jan Chrzciciel. Obecnie znajdują się tam dwa malownicze kościoły Jana Chrzciciela oraz sanktuarium Nawiedzenia Św. Elżbiety, z których roztacza się przepiękny widok na całą Jerozolimę. Towarzyszyły nam tłumy pielgrzymów. W tyglu mieszających się ze sobą języków całego świata, usłyszeliśmy także nasz język ojczysty.

Kolejnym przystankiem był Knesset i interesujący wykład na temat historii państwowości Izraela. Oprócz architektury całego kompleksu mieliśmy szanse zobaczyć imponujący tryptyk Chagalla  ukazujący historie narodu żydowskiego.

Popołudnie spędziliśmy, leniwie wałęsając się po Mehade Yhuda Market, testując chałwę, pijąc sok ze świeżo wyciskanych granatów, robiąc zakup w niewielkich sklepikach wypełnionych po brzegi lokalnymi serami, oliwkami i stosami kolorowych, pachnących przypraw.

Nieopodal bazaru w niepozornej uliczce znajduje się jedna z najlepszych lokalnych restauracji – Azura. Tam też przy humusie i bakłażanach podawanych na wszelkie możliwe sposoby obserwowaliśmy codzienne spokojne życie Jerozolimy, jakże inne od beztroskiego Tel Awiwu.

Nasz spacer kontynuowaliśmy wśród dzielnic „nowej Jerozolimy”, by w końcu dotrzeć do, jak nam się wtedy wydawało, ostatniego przystanku naszej wycieczki – Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego.

Wierni kościoła etiopskiego poprzez skomplikowaną historię, pomimo chrześcijańskich korzeni w swojej praktyce religijnej łączą judaizm z elementami kultów bliskowschodnich. Praktykują oni szabas, obrzezanie, podział świątyni na część męską i żeńską czy pozostawianie obuwia na zewnątrz. (o czym poinformowała nas kilkuletnia dziewczynka przed wejściem wskazując oddzielne wejścia dla mężczyzn i kobiet, prosząc o zachowanie ciszy ze względu na odbywające się nabożeństwo), a także niezwykle dużą ilość dni postnych (dla zwykłego wiernego około 189 dni w roku).

Liturgia, mimo że odbywa się w języku gyyz, niezwykle przypomina nabożeństwo prawosławne, co dodatkowo uwydatnia ołtarz na kształt ikonostasu. Ciemność kościoła rozświetlana jedynie blaskiem świec oraz modlitwa przyodzianych w białe szale modlitewne, jakże egzotycznie wyglądających mężczyzn, pośród starych ikon i zapachu kadzideł, po raz kolejny uświadomiła nam, że  Jerozolima jest jednym z najbardziej fascynujących miejsc na ziemi.

Wielość mieszających się tu kultur i religii, obyczajów i języków, zapachów i smaków  docierających z każdej uliczki, z każdego najmniejszego zakątka przyprawia niejednego o zwrot głowy. Niemniej jednak wszystko to sprawia, że każdy zakątek wypełnia nuta mistycyzmu i atmosfera, która pozwala na chwile zapomnieć o upływającym czasie.

Jednak prawdziwa podróż w czasie była jeszcze przed nami. W drodze powrotnej nasz kierowca pomylił drogę i nagle ku zdziwieniu wszystkich znaleźliśmy się w Mea Shearim, w miejscu, gdzie czas zatrzymał się 200 lat temu.

Dzielnica ta jest jedną z najstarszych i największych dzielnic ortodoksyjnych na świecie. Dostęp dla innych jest dość ograniczony, przez co Mea Searim zdaje się zupełnie odcięte od świata zewnętrznego.

Plakaty na ścianach służące za środek komunikacji, dźwięk prawie zapomnianego języka jidysz i obraz maleńkich chłopców z długimi pejsami oraz ich ojców w czarnych chałatach sprawia, ze przez moment poczuliśmy się jak w przedwojennym sztetlu. Myślę, że spacer o zmierzchu uliczkami Mea Sharim był jednym z najbardziej niezapomnianych momentów naszego pobytu w Izraelu.”

Malwina Włodarczyk wspomina pierwsze święta Bożego Narodzenia spędzone poza rodzinnym domem:
 

„Święta Bożego Narodzenia to dla każdego magiczny czas, przepełniony zapachami przywracającymi wspomnienia z dzieciństwa, rodzinną atmosferą i spokojem. Dla wielu z nas były to pierwsze święta nie tylko bez rodziny, ale i bez świątecznych iluminacji, mrozu, przedświątecznej gorączki oraz gwiazdkowych hitów atakujących zewsząd już od połowy listopada.

Niewątpliwie pod wieloma względami był to dla każdego trudny czas, jednak więzi, które powstały między nami oraz izraelskimi uczestnikami programu, pomogły nam chociaż częściowo poczuć tę magiczną i niepowtarzalną atmosferę świąt.

Postanowiliśmy też koncentrować się nie na tym, czego nie mamy, ale na tym, co mieć możemy. I tak oto zrozumieliśmy, że owszem, są to pierwsze święta bez rodziny i w tak odległym miejscu, ale to odległe miejsce jest Izraelem, a przecież to właśnie tutaj wydarzyło się to, o co w świętach Bożego Narodzenia chodzi.

Nie myśląc zbyt wiele zadecydowaliśmy, by wykorzystać tę sytuację i pierwszy dzień świąt spędzić w Betlejem. Miasto powitało nas słoneczną ciepłą pogodą, zapachami tradycyjnego jedzenia i taksówkarzami, za wszelką cenę starającymi się namówić nas do skorzystania z przewozu.

Obowiązkowym punktem wycieczki była oczywiście Bazylika Narodzenia Pańskiego, stojąca w miejscu, w którym to według tradycji miał się urodzić Jezus.

Najważniejszym miejscem świątyni jest Grota Narodzenia Pańskiego, znajdująca się w podziemiach Bazyliki. W tłocznym pomieszczeniu przez cały dzień słychać wielojęzyczne szepty wiernych z całego świata. W momencie, w którym znaleźliśmy się na dole schodów, do naszych uszu doszły dźwięki kolędy, śpiewanej przez uczestników polskiej mszy. Bez wątpienia, spędzenie 25 grudnia w Betlejem jest przeżyciem niezwykłym nie tylko pod względem duchowym.

Miasto wydaje się aż zapraszać do zanurzenia się w jego mistycznej atmosferze, do błądzenia po wąskich uliczkach z dala od wielojęzycznego tłumu turystów z całego świata. Betlejem jest do tego stopnia ekscytujące, że pozwala całkowicie zapomnieć o otaczającej rzeczywistości.

Może właśnie to ta właściwość przesądziła o tym, że spędziliśmy tam nie tylko pierwsze święta bez rodziny, ale i pierwszy raz nie cierpieliśmy ze świątecznego przejedzenia, ponieważ Betlejem zaabsorbowało nas do tego stopnia, że głód dopadł nas dopiero w Tel Awiwie. 

Projekt wspierany przez:
p. Ygala Ozechova
p. Tomka Ulatowskiego

Logo Tel Aviv University School for Overseas Students

 

 

05.02.2016