Wydarzenie

10.07.2016

„Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego miasteczka” Jan Tomasz Gross

Cmentarz żydowski w Jedwabnem, fot. K. Bielawski

W dokumentacji, którą dysponujemy, znajdują się wedle mego rachunku 92 nazwiska (w większości opatrzone adresami) osób, które brały udział w pogromie jedwabieńskich Żydów. Nie sądzę, aby ich wszystkich należało uznać za morderców – co najmniej dziewięciu przecież sąd uniewinnił od stawianych zarzutów. Różni ludzie, których widziano, jak pilnowali Żydów na rynku, być może już nie zaganiali ich do stodoły. Z drugiej strony wiemy również, że ci wymienieni z nazwiska to tylko część uczestników, i obawiam się, że niewielka, skoro „przy spędzonych Żydach”, jak nas zapewnia inny oskarżony w procesie Ramotowskiego, Władysław Miciura, „była masa ludzi nie tylko z Jedwabnego ale i okolic”. „Było tam więcej bardzo dużo osób których obecnie nazwisk nie przypominam”, mówi Laudański pére, który wraz ze swymi dwoma synami wyjątkowo się tego dnia zasłużył. „Jak przypomnę to podam”, dodaje przymilnie. Tłum oprawców zgęstniał jakoś szczególnie wokół stodoły, gdzie palono Żydów. Jak to ujął Bolesław Ramotowski, „kiedy gnaliśmy do stodoły to ja nie widziałem ponieważ w tym czasie był bardzo duży tłok”.

Oskarżeni, którzy chyba wszyscy mieszkali w czasie okupacji w Jedwabnem, nie rozpoznają licznych uczestników pogromu również i dlatego, że byli wśród nich chłopi, o których wiemy, ze schodzili się do miasteczka od samego rana z okolicy. „I wielu także było chłopów ze wsiów których nie znałem” – znowu cytuję słowa Władysława Misiury. „Byli to przeważnie młodzieńcy, którzy cieszyli się tą łapanką i znęcali się nad ludnością żydowską”.

[…]

Jak to się wszystko odbyło? Do dziś przetrwała w Jedwabnem świadomość, że Żydów wymordowano w sposób wyjątkowo okrutny. Aptekarz jedwabieński, którego rozmowę z Agnieszką Arnold cytowałem już wcześniej, niemal dosłownie powtórzył znane nam już słowa Lipińskiego: „I taki mi pan opowiadał. Pan Kozłowski taki, już nieżyjący. Był masarzem. Bardzo przyzwoity człowiek. Miał zięcia prokuratora przed wojną. Z takiej rodziny bardzo zacnej. I on opowiadał, że to nie można było patrzeć, że co się działo”. Ale nie tylko widok tego, co wyczyniano z Żydami, był przerażający. Również krzyk męczonych ludzi, a potem smród, kiedy ich palili, były nie do wytrzymania. Trwające przez cały dzień mordowanie Żydów odbyło się na obszarze wielkości stadionu sportowego. Od stodoły, w której większość ofiar tego dnia w końcu spalono, do rynku w prostej linii można dorzucić kamieniem. Cmentarz żydowski jest tuż obok. A więc wszyscy, którzy byli wówczas w miasteczku i mieli jako tako funkcjonujący zmysł zapachu, wzroku albo powonienia, byli tej zbrodni świadkami albo uczestnikami. 

Jan Tomasz Gross, Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego miasteczka, Sejny 2000, s. 62-64.

09.07.2016