Świadkowie historii

"Wtyka w środowisku żydowskim" - relacja Mariana Hirschorna

Marian Hirschorn
fot. Muzeum Historii Żydów Polskich

Marian Hirschorn – urodzony w Czortkowie, wychowany we Wrocławiu. Po ojcu młynarz. Z zawodu fotografik, z pasji filmowiec. Przez 20 lat pracował w studiu producenckim Nordisk Film. Mieszka w Danii. Poniżej jego wspomnienia z Marca '68.


"Mówili: „złamiemy ręce, nogi”. To brzmiało dosyć nieprzyjemnie. Jak Gomułka się wypowiadał. To pamiętam.

Chodziłem i fotografowałem. Też wtedy, jak były te rozruchy i bili przy PD-cie [„Powszechny Dom Towarowy”, obecnie Dom Handlowy Renoma we Wrocławiu – przyp. red.]. To było centrum. Milicja biła i złapali taką dziewczynę i ją strasznie bili. I ja sfotografowałem całą serię. Jak ją ciągną za nogi i biją… Schowałem mój aparat do torby i szybko uciekłem. Myślałem, że nikt mnie nie zauważy. Ale zaraz za PDT-em… tam taka była wysepka. Podjechała taka Warszawa i w pewnym momencie od razu mnie wcisnęli do samochodu. Zawieźli mnie… tam niedaleko były takie ruiny. Niedaleko tego kina rosyjskiego. Na Wzgórzu Partyzantów.

Ja tam widzę coś jakby biuro. I oni tam mieli telefon i dzwonią gdzieś i mówią: „Mamy takiego jednego, co robi zdjęcia. Co z nim zrobić?”. No, na pewno dostanę dobre lanie tutaj - pomyślałem.

Zawieźli mnie na Sądową, to było na Podwalu. Wsadzili mnie do takiego pomieszczenia. I patrzę - siedzi ta dziewczyna. Całkiem pobita, spuchnięta i płacze. I mnie też tam posadzili. Siedział milicjant i pilnował nas. I ta dziewczyna mówi: „Czy bym mogła dostać papierosa?”. To ten mówi: „Tak, tak. Możesz dostać papierosa”. Mówi do niej: „Chodź ze mną”. Zawołał innego milicjanta, żeby mnie pilnował i on wyszedł z nią. I słyszałem, jak ją bił za drzwiami. Ale tak ją bił strasznie i wrzucili ją z powrotem. Mówi do niej: „Masz papierosy”. Myślę: „Kurde, tutaj się w ogóle nie ma co odzywać”.

I on mówi do mnie: „Słuchaj, ten film my konfiskujemy, zabieramy”. Nie był taki cham w stosunku do mnie, jak w stosunku do tej dziewczyny. „I my se ten film wywołamy i zobaczymy coś tam zrobił. Jak będą zdjęcia takie, które nam potrzeba, to my sobie weźmiemy, a resztę możesz dostać”.

To było tego samego dnia w nocy. Wołają mnie. Przychodzi taki jeden: „Chodź ze mną”. Dobra. Idę z nim i tak chodzimy po tych korytarzach. Kurde, to nie wiem… Tam to labirynt straszny. W końcu gdzieś mnie zaprowadzili na samą górę. Wprowadzili mnie do takiego pokoju. Patrzę, siedzi jakaś inna dziewczyna i ja tę dziewczynę znam! Myślę: „Co ona tu robi!?”. Ona przebywała w środowisku żydowskim. Gdy mnie zobaczyła, to zbladła całkiem.                 

Chyba to była Polka. Nie wiem. Ona zbladła i tak opieprzyła tego milicjanta: „Czego go tutaj przyprowadził?”. No, nic. No, ale jak już przyprowadził, to już zaczyna mnie pytać. A ja, taki głupi mówię: „No, ja te zdjęcia zrobiłem, bo ja chcę posłać to na wystawę”.

Ona się tak patrzy na mnie. Mówi: „Co Ty? Taki idiota jesteś?”. Mówi: „Co Ty za historie mi tu opowiadasz?”. Ja mówię: „No, tak. No, ja… ja próbuje robić Kunst”. Ona mówi: „Dobra, dobra”. I ona mówi: „Wiesz co? My te zdjęcia sobie zabierzemy. Ale jak Ty powiesz komuś, że Ty mnie tutaj spotkałeś, ta ja przyjdę i osobiście cię wykastruję”. Tak mi powiedziała. Mówi: „A teraz, możesz iść do domu”. Było gdzieś tak druga-trzecia w nocy. Wypuścili mnie. Ta dziewczyna musiała być taką „wtyką” w środowisku żydowskim. Nigdy więcej się nie pojawiła. Przepadła. Została, jakby powiedzieć, odkryta. Nie pokazała się więcej. Zawsze była taka elegancka, ładna. Wszyscy chłopacy za nią biegali. A ona była niebezpieczny człowiek."

***

Na podstawie wywiadu z Marianem Hirszhornem zrealizowanym 16.11.2016 r. do kolekcji historii mówionej Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Wywiad: Kama Dąbrowska. Opracowanie: Joanna Król. 

 

Mecenas

Współorganizator:

 

07.03.2017