Wydarzenie

71. rocznica pogromu w Kielcach, 4 lipca 1946

Miejsce pogromu kieleckiego / fot. Krzysztof Bielawski

W 2017 r. obchodzimy 71. rocznicę pogromu w Kielcach, który miał miejsce 4 lipca 1946 roku. Wiadomości o tym tragicznym zdarzeniu wstrząsnęły opinią publiczną w Polsce i poza jej granicami. Badacze od lat starają się wyjaśnić genezę pogromu.


Rozważane są różne przyczyny wybuchu przemocy wobec ocalałych Żydów: antysemityzm – istniejący od dawna i nasilony w wyniku niemieckiej okupacji, lęk przed powracającymi Żydami – szukającymi sprawców śmierci swych bliskich lub zagrabionego mienia, wojna domowa między władzami komunistycznymi i zbrojnym podziemiem, możliwe działania prowokatorów. Jednak w każdym wypadku za podstawowy czynnik uznać trzeba uprzedzenia i nienawiść wobec Żydów, bez których tak wielu zwykłych mieszkańców Kielc nie uwierzyłoby w plotkę o porwaniu chrześcijańskiego dziecka przez Żydów i nie przyłączyłoby się do zabijania mężczyzn, kobiet i dzieci.

Ciąg wydarzeń, które doprowadziły do pogromu kieleckiego, rozpoczął się od plotki o porwaniu przez Żydów ośmioletniego chłopca, Henryka Błaszczyka. Jego nieobecność zgłosił na posterunek MO w Kielcach 1 lipca 1946 r. ojciec, Walenty Błaszczyk. Jednak chłopiec nieoczekiwanie sam powrócił 3 lipca.

Wieczorem, jeszcze tego samego dnia, ojciec udał się na komisariat i wskazał na Żydów jako tych, którzy przetrzymywali małego Henryka w piwnicy domu przy ul. Planty 7/9. Mieściły się tam m.in. siedziba Komitetu Żydowskiego oraz kibuc; nie było natomiast piwnic. Rano 4 lipca 1946 r. Henryk razem z ojcem zjawili się na komisariacie, gdzie chłopiec złożył zeznania. Dziecko uciekło, jak zeznało, dzięki pomocy żydowskiego chłopca. Następnie grupa milicjantów udała się w stronę ul. Planty, aby wyjaśnić sytuację. Jednak już po drodze funkcjonariusze MO rozpowiadali, że idą szukać pomordowanych dzieci, które zaginęły w ostatnich tygodniach. Do osobliwego pochodu dołączali kielczanie.

Około godziny 10 rano, po przybyciu na miejsce oddziałów Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i milicji rozpoczął się pogrom. Mundurowi, którzy weszli do domu przy Plantach, zażądali wydania broni (Żydzi posiadali legalnie kilka pistoletów dla bezpieczeństwa), następnie zaczęli rabować. Wyrzucali Żydów z okien z drugiego piętra, strzelali też do osób znajdujących się w środku, które następnie wywlekali na zewnątrz. Przed budynkiem do aktów przemocy dołączali cywile, którzy zabijali Żydów przy pomocy desek i kamieni. W południe przybyła kilkusetosobowa grupa robotników z huty „Ludwików”. Kolejne grupy mundurowych, które ściągały w celu spacyfikowania zajść, mieszały się z tłumem, a niekiedy dołączały do niego. Ekscesom towarzyszyły okrzyki zachęcające do zabijania i „wymierzenia sprawiedliwości”. Tłum „pogromszczyków” został rozpędzony dopiero około godziny 15.

W wyniku zajść antyżydowskich w Kielcach zginęło co najmniej 39 Żydów i 3 Polaków. Wśród ofiar były dwie ciężarne kobiety. Zginęli w wyniku ran postrzałowych, od ciosów bagnetem, zostali zatłuczeni łomami, kijami, kamieniami. Rannych zostało 35 Żydów, których przewieziono do szpitala w Łodzi. Również pozostali ocaleni z pogromu dla ich bezpieczeństwa zostali bezzwłocznie wywiezieni do Łodzi.

Po krwawych zajściach aresztowano kilkadziesiąt osób, w tym milicjantów, żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego, cywilów i przedstawicieli władz lokalnych. Spośród nich dwanaście przypadkowo wybranych osób zostało pospiesznie osądzonych już 9 lipca 1946 r. – dziewięć skazano na karę śmierci, którą wykonano 12 lipca 1946 r., a trzy otrzymały wyrok długoletniego więzienia. Z pozostałych uwięzionych do początku 1947 r. ukarano jeszcze 26 osób w ośmiu procesach. Zapadły w nich wyłącznie niskie wyroki więzienia. 

Zbiorowy pogrzeb ofiar odbył się 8 lipca 1946 r. na cmentarzu żydowskim w Kielcach. Nadano mu charakter manifestacji. Wzięli w nim udział przedstawiciele władz państwowych oraz delegaci wszystkich Komitetów Żydowskich działających w Polsce. Kompanię honorową podczas uroczystości wystawiła 2. Dywizja Piechoty Wojska Polskiego. Następstwem pogromu były nastroje paniki w społeczeństwie żydowskim w Polsce oraz wzrost emigracji, zarówno legalnej, jak nielegalnej.

Odnośnie przyczyn pogromu sformułowano przez dziesięciolecia najróżniejsze hipotezy. W latach 40. XX w. próbowano udowodnić, że za mord odpowiadają członkowie AK, WiN oraz NSZ. Inni głosili, że sprawcami byli… sami Żydzi – syjoniści, próbujący w ten sposób wymusić na władzach polskich oraz na światowej opinii publicznej (poprzez pokazanie, że w Polsce jest antysemityzm) prawo do legalnej emigracji. Na ogół padają stwierdzenia, że była to prowokacja oparta na antysemickich nastrojach i psychologii tłumu. Podejrzewano o nią zwłaszcza lokalnych funkcjonariuszy MO, UB, NKWD. Pomimo prowadzonych po 1989 r. dwóch śledztw nie zdołano zbliżyć się do rozwiązania. W marcu 1998 r. zmarł Henryk Błaszczyk, ów porwany rzekomo chłopiec. Do dziś wiele ważnych pytań pozostaje bez odpowiedzi.

Więcej informacji znajdą Państwo w portalu Wirtualny Sztetl.

04.07.2017