Dyskusja

Historia syryjskiego uchodźcy Ferasa Daboul

Z Ferasem, rozmawiał Józef Markiewicz z Działu Upowszechniania w Muzeum POLIN. Rozmowa została przeprowadzona podczas obchodów Światowego Dnia Uchodźcy. Feras przekazał swoje pamiątki z Syrii do gablot znajdujących się na wystawie czasowej „Obcy w domu. Wokół Marca ‘68”. Od 20 czerwca o 25 czerwca w dwóch gablotach zostały wyeksponowane obiekty zebrane przez Fundację Ocalenie pośród współczesnych uchodźców, którzy mieszkają dziś w Warszawie.


Kiedy w 2011 roku zaczęła się rewolucja, byłem sceptycznie nastawiony. Uważałem, że zmiany nie mogą nastąpić tak szybko. Na początku myślałem, że Assad jest mocno progresywny – mimo że przed rewolucją krytycznie patrzyłem na jego rządy, nie mogłem o tym otwarcie mówić. Ludzie byli bardzo entuzjastyczni, ja byłem trochę przeciw: działajmy powoli, bo nie wiadomo, co się stanie. Bałem się, że ta rewolucja może zostać wykorzystana przez siły zewnętrzne. Nie wyobrażałem sobie oczywiście takiej wojny, jaką mamy teraz. Moi znajomi chodzili na demonstracje. Jeden z nich przyszedł, powiedział: "Strzelali do nas" i pokazał łuski od pocisków. Widziałem, że może dojść do czegoś złego, że może chodzić o sprowokowanie rozłamu społeczeństwa. I to się stało. Ludzie zaczęli ginąć na moich oczach. Ginęli przed budynkiem, gdzie pracowałem – budynkiem gdzie biuro miały Narody Zjednoczone. Nie mogłem dalej sceptycznie myśleć o rewolucji. Miałem złudną nadzieję, że rewolucjoniści będą walczyć o wolność, chronić ludność cywilną, niezależnie od tego czy są muzułmanami czy chrześcijanami. Ci, którzy mieli broń i walczyli z reżimem nie chronili Syryjczyków. Mówili to samo, co reżim: "Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam. Ale nawet wtedy kiedy jesteś z nami, ale jesteś chrześcijaninem, to nie jesteś jednym z nas…".

Warsztat samochodowy mojego ojca w Damaszku był w strefie działań wojennych. Ojciec kilkakrotnie znalazł się na linii ognia, strzelali do niego. Społeczeństwo stawało się podzielone. Trudno było rozmawiać z ludźmi – byli coraz bardziej radykalni w swoich poglądach. Mój dobry przyjaciel dołączył do sił rewolucyjnych. Później zobaczyłem jego ciało rozerwane na kawałki. Na YouTube. To było w okresie kiedy byłem w Polsce, w 2013 roku. Szukałem widomości o moim przyjacielu.

Nie widzę już możliwości powrotu do Syrii, którą znam. Gdybym dzisiaj tam pojechał, to odwiedzałbym zupełnie inny kraj. Ulice pozostałyby te same: zniszczone, odbudowane… Ale ludzie się zmienili. Dzieci, które znałem są już dorosłymi ludźmi. Minęło siedem lat odkąd zaczął się konflikt. Sześć lat mieszkam w Polsce. Moi znajomi, którzy zostali w Syrii opowiadają o tym, że nie mogą chodzić do miejsc, w których wspólnie spędzaliśmy czas – już nie istnieją lub są kontrolowane przez siły rebelianckie czy reżim. Powrót tam byłby trudny – nawet nie wiem czy chciałbym tam wrócić. Syria, którą znałem, to nie jest Syria, w której chciałbym być ze względu na normy społeczne i kulturowe. Nawet Polska jest dla mnie zbyt konserwatywna. Jak na syryjskie standardy, byłem bardzo liberalny. Zmieniłem się – nabrałem nowych perspektyw.

Moi rodzice mieszkają w "Małej Syrii" w Monachium, ale żyją w syryjskim świecie. Utrzymują syryjski dom, z kuchnią, zwyczajami i przyzwyczajeniami, są otoczeni przez syryjskich przyjaciół. Chcą integrować się z niemieckim społeczeństwem, ale to są już starsi ludzie. Natomiast mój młodszy brat jest już niemieckim nastolatkiem, który żyje w syryjskim domu.

Z Syrii zabrałem ze sobą tylko te przedmioty, które są niepowtarzalne. Między innymi pięć książek, a wśród nich "Błękitną kropkę" Carla Sagan, którą dostałem jako nastolatek. Miała duży wpływ na to, jak postrzegam świat. Zawsze byłem zafascynowany kosmosem oraz tym, jak w przyszłości będzie rozwijać się ludzkość, jak ludzkość myśli o sobie, czy jesteśmy niepowtarzalni? Tytuł książki związany jest ze zdjęciem na okładce. Na fotografii Ziemia – wszystko, co kochamy, o co walczymy, o co zabijamy – nie jest właściwie widoczna. Jest małą rozmazaną błękitną kropką.

16.07.2018