Koncert

Mieczysław Wajnberg

fot. archiwum Olgi Rakhalskoi

Mieczysław Wajnberg był przede wszystkim pianistą. Za dnia, w konserwatorium, był jednym z najlepszych studentów profesora Józefa Turczyńskiego – bardzo cenionego warszawskiego pedagoga, jurora przedwojennych konkursów Chopinowskich. Wieczorami grał w kultowych w owym czasie stołecznych klubach: Adria, Galeria Luxemburg czy kabaret Qui pro quo. Szykował się do wyjazdu do USA. Czekało na niego ponoć stypendium w Curtis Institute w Filadelfii.

Wszystko zmieniło się 1 września 1939 roku. 20-letni Wajnberg uciekł z Warszawy na Wschód. Jego rodzice i siostra prawdopodobnie spóźnili się na pociąg. Z Warszawy trafili do łódzkiego getta, a stamtąd do obozu w Trawnikach. Wojnę przeżył tylko Mietek.

W drodze przez Białystok, Mińsk i Taszkient, życie ratuje mu muzyka. Związek Radziecki potrzebuje nowych utworów, które podniosą morale narodu. Kompozytor współtworzy przedstawienia muzyczne pod wiele mówiącymi tytułami "Do boju za ojczyznę", "Wojenni przyjaciele" czy "Miecz Taszkientu". Wajnberg pisze też własną, niezależną muzykę: pieśni do wierszy Juliana Tuwima i Icchaka Lejba Pereca, koncerty, a także swoją pierwszą symfonię. Ich partytury trafiają wkrótce na biurko najważniejszego wtedy kompozytora Rosji - Dymitra Szostakowicza. Ten postanawia sprowadzić Polaka do Moskwy.

Wojna się kończy. Przyjaźń Szostakowicza i Wajnberga okazuje się inspirująca dla obu kompozytorów. Konsultują ze sobą nowe utwory. Rywalizują w liczbie napisanych kwartetów smyczkowych (wygra Wajnberg: 17 do 15). Kolejne symfonie Szostakowicza mają przedpremierowe pokazy dla znajomych w wersji na fortepian na 4 ręce: grają Dymitr Dymitriejewicz i Mojsze Samuelowicz. Okazuje się jednak, że nawet wtedy Wajnberg nie jest do końca bezpieczny.

6 lutego 1953 roku premierę ma jedno z najpopularniejszych dziś dzieł Wajnberga – "Rapsodia mołdawska" w wersji na skrzypce i orkiestrę. Solistą jest Dawid Ojstrach (późniejszy nauczyciel Gidona Kremera). Wieczorem po koncercie, do mieszkania Wajnbergów wkracza służba bezpieczeństwa. Kompozytor zostaje aresztowany pod zarzutem "żydowskiego burżuazyjnego nacjonalizmu". Ponieważ nie potrafię czytać ani pisać po żydowsku, ale mam dwa tysiące polskich książek, to czy nie powinno się raczej zarzucać mi polskiego nacjonalizmu? – próbuje żartować Wajnberg. – Wiemy to lepiej od pana – odpowiada śledczy. Pretekstem aresztowania okazała się napisana 5 lat wcześniej "Sinfonietta na tematy żydowskie".

Wajnberg trafił do więzienia na Łubiance – do pojedynczej celi, w której nie mógł ani wstać, ani się położyć, a ostre światło lampy uniemożliwiało mu sen. Uratował go list od Szostakowicza, napisany do szefa NKWD Ławrientija Berii oraz śmierć Józefa Stalin, a w konsekwencji odwilż. Po trzech miesiącach kompozytor wychodzi na wolność. Pisze coraz więcej muzyki, ale zaufania do ludzi i poczucia bezpieczeństwa ma jeszcze mniej.

W ZSRR muzyczną modę dyktuje cenzura. Zachód zaś interesuje w tym czasie awangarda. Wajnberg nie lubił wyjeżdżać. W 1963 wybrał się na pierwszą zagraniczną delegację – na festiwal Warszawska Jesień. Nie znalazł tam jednak ani życzliwego przyjęcia, ani miasta z młodzieńczych wspomnień.

W 1968 roku Wajnberg kończy partyturę swojej pierwszej opery - "Pasażerka" - na podstawie powieści Zofii Posmysz. Po kilku próbach w Teatrze Bolszoj opera ląduje na cenzorskiej półce. Jej sceniczna premiera wydarzy się dopiero dekadę po śmierci kompozytora, podczas festiwalu w szwajcarskim Bregenz. W Moskwie "Pasażerkę" pokazano po raz pierwszy dopiero trzy lata temu.

Muszę się Panu poskarżyć na Stwórcę - powiedział Mieczysław Wajnberg Eugeniuszowi Mielczarkowi, przedstawicielowi Ambasady RP w Moskwie, który przyszedł wręczyć mu medal Zasłużony dla Kultury Polskiej - Jak Pan widzi, nie udała mu się koncepcja starości. Choroba Crohna przykuła już wtedy Wajnberga do łóżka, uniemożliwiając pracę. 

- Panie Mieczysławie jak Pan radzi sobie w tej sytuacji? – spytał dyplomata.

- Proszę pana, na szczęście istnieje jeszcze wspaniała polska muzyka. Codziennie gram w pamięci utwory Chopina i a także przesłuchuję opery Moniuszki.

Dwie dekady po śmierci kompozytora jego muzyka zyskuje coraz większą popularności. "Pasażerka" w inscenizacji Davida Poutney pojawia się w repertuarze 7 różnych scen operowych po obu stronach Atlantyku – w tym w warszawskiej Operze Narodowej. W Polsce od lat utwory Wajnberga włączają ją do swych koncertów znakomici dyrygenci Agnieszka Duczmal i Gabriel Chmura. W Niemczech propagatorem jego muzyki jest skrzypek Linus Roth. W międzynarodowej trasie koncertowej z okazji swoich 70 urodzin jeden z najwybitniejszych skrzypków naszych czasów, Gidon Kremer na każdym koncercie sięgał po muzykę Wajnberga. Dla ECM nagrał też dwa albumy monograficzne albumy z jego utworami.

W 2019 roku w Muzeum POLIN realizujemy cykl koncertów Wajnberg@100. Zapoczątkowaliśmy go na POLIN Music Festivalu, podczas którego orkiestra Sinfonia Varsovia wykonała "Rapsodię na tematy mołdawskie" w wersji na skrzypce i orkiestrę. Solistą tego koncertu był znakomity skrzypek i znawca muzyki Wajnberga Linus Roth. Podczas festiwalu miała także miejsce premiera poematu muzycznego "Mieczysław Wajnberg. Epitafium" na podstawie nieprezentowanych dotąd pieśni Wajnberga "Profil" i "Tryptyk". W kwietniu – z okazji 76. rocznicy w getcie – na naszej scenie zabrzmiała IV Symfonia kameralna Op. 153, a w maju Royal String Quartet wykonali Kwintet fortepianowy f-moll op.18.

Mecenasem cyklu Wajnberg@100 jest Jankilevitsch Foundation.

 

15.07.2019